czwartek, 10 lipca 2014

Slow fashion

Aloe Blacc - The man



Witam wszystkich po długiej przerwie! Szkoła skutecznie ukróciła moje blogowanie, ale jednocześnie miałam dużo czasu, żeby moje poglądy dotyczące stricte tematów blogowych ewoluowały. Mianowicie jestem w trakcie pozbywania się ubrań, których zupełnie nie noszę, a których do niedawna jeszcze zaciekle broniłam. Nie lubię kupować czegoś, żeby potem to coś okazało mi się niepotrzebne, bo to nieco utwierdza mnie w przekonaniu, że jestem niespełna rozumu, a kto lubi się tak czuć? Dlatego, wyrzucając (tj. sprzedając) ze swojej szafy i ze strychu około 50 kg ubrań, dojrzałam, żeby powiedzieć sobie wprost: "Jestem gotowa, aby zacząć działać zgodnie z trybem slow fashion". Wcześniej już się zastanawiałam nad tym i analizowałam, co musiałabym zmienić w swoim życiu, ale najwyraźniej teraz był najwłaściwszy moment, żeby diametralnie odmienić swoje podejście.

Przede wszystkim raz, a porządnie usunęłam ubrania za duże, te, które mi się nie podobały itd. . Niestety miałam przypadłość kupowania rzeczy, które wpadały mi w oko, ale były np. o 3 rozmiary za duże. Trochę się ich uzbierało i doszło do takiego momentu, że miałam bardziej eleganckie wyjście, a w mojej szafie same wiszące worki. Jednocześnie nie zamierzałam rezygnować z luźnych koszul, koszulek, bluz, jedynie ograniczyłam ich ilość, aby przywrócić równowagę w garderobie. Mimo to obecnie bardziej dobieram górną część garderoby do swojej figury.



Sprawę dodatkowo ułatwiło to, że spadłam o jeden rozmiar w dół i wiem, że na tym nie poprzestanę. Zrzucenie paru kg to też dobra okazja, żeby zacząć uzupełniać swoją szafę od nowa. Normalnie nieraz nie chciałam się czegoś pozbywać, bo przecież jest dobre i wcale nie takie brzydkie, ale w ogólnym rozrachunku nie nosiłam tego. Znacie to? Kiedy stały się za duże, przykładowo spodnie, to z radością wystawiłam je na sprzedaż.

Poza tym ważną sprawą jest również wyłączenie uczuć, jakie wiążą nas z ubraniami, o ile chcemy się ich pozbywać, ale z jakichś niewyjaśnionych powodów nie jesteśmy w stanie. Szczerze mówiąc, sortowanie szafy w sumie zajęło mi około tygodnia, a w sumie nadal to robię! Po prostu jeżeli jakaś tam bluzka leży na półce od dwóch lat, a ja przez ten czas nawet jej nie założyłam, to nie zawsze jest łatwo pozbyć się takiego ciucha. Jest on dość kłopotliwy. Osobiście przyzwyczajam się do wyglądu półek, czyli do ubrań, jakie na nich zalegają. I to są właśnie te dziwne uczucia, o których wspomniałam wyżej. Owszem, niektóre rzeczy darzymy sentymentem, ale większość to tylko przeciętniaki, które zapychają naszą przestrzeń życiową, a po co tak? Autentycznie ja wyczułam, że kawałki materiału w pewien sposób zdominowały tę moją przestrzeń, chciałam więc uwolnić się z pęt tego durnego niewolnictwa. W końcu to nie my zależymy od świata materialnego i nie można dać sobie wmówić, że jest inaczej! Mamy nad nim kontrolę i wg mnie to właśnie jest slow fashion. To Ty panujesz nad materializmem, nie on nad Tobą.





Jestem zdania, że takie podejście bardzo może odmienić życie oraz nakierować je na właściwe tory, kiedy to nasze szczęście płynie z innych źródeł, a nie z ciągłego kupowania nic niewartych szmatek. Długo musiałam czekać, aż do mnie to dotrze i aż będę gotowa wziąć się w karby. Już od jakiegoś czasu przeglądałam blogi, gdzie spotykałam się ze slow fashion, ale jak widać, jest ogromna różnica między przyjęciem do wiadomości tych zasad, a wdrożeniem ich w życie. Jednak naprawdę mój dom po opróżnieniu szafy jest o 50 kg lżejszy, czy to nie wspaniałe?

~~~
Zdjęcia są bardziej powitalne, nie mam na sobie nie wiadomo czego jak widać, ale są to ubrania, które albo były strzałem w dziesiątkę od pierwszego wejrzenia, albo po prostu już długo mi służą, także nie jest to najgorszy zestaw na tę tematykę.

|NARZUTKA| - |ORSAY|
|KOSZULKA| - |STRADIVARIUS|
|SPODENKI| - |NIKE|
|TOREBKA| - SH